NBA z Totolotkiem

„Rzucam like a boss

Rzucam buzzer beater”

Zwiastun nowego sezonu NBA można było usłyszeć już na niedawno wydanej płycie Adiego Nowaka, jednego z najzdolniejszych polskich raperów młodego pokolenia. Czy gwiazdy Golden State Warriors ponownie będą największymi szefami na parkietach najlepszej koszykarskiej ligi świata? O tym przekonamy się w okolicy czerwca. Najpierw jednak noc otwarcia, która jak zwykle przyniesie pełno emocji.

W tym sezonie możecie spodziewać się regularnych zapowiedzi meczowych na naszym blogu. Tradycyjnie nie zabraknie także szerokiej oferty zakładów, w tym także typów na indywidualne występy poszczególnych zawodników. Jeśli dobrze radzisz sobie w przewidywaniu tego, ile asyst danej nocy rozda Chris Paul ten odnośnik jest dla Ciebie → bit.ly/TotoNBA

Przez ostatnie lata Wschód NBA nazywano „Królestwem LeBrona Jamesa”, lecz tego lata „Król” postanowił przenieść swoje talenty na Zachód i osiedlił się w słonecznej Kalifornii. Umarł król, niech żyje król, a kandydatów do wstąpienia na wschodni tron jest kilku. Już podczas Opening Night dojdzie do bezpośredniej rywalizacji Celtics z 76ers. Zarówno podopieczni Brada Stevensa, jak i partnerzy Joela Embiida mają spore szanse na zostanie nowymi panami Konferencji Wschodniej. Wbrew słowom Tristana Thompsona droga po koronę nie powinna przebiegać przez stan Ohio.

W Bostonie doskonale pamiętają tragiczną inaugurację poprzednich rozgrywek. Ciężka kontuzja Gordona Haywarda miała wyłączyć Celtów z walki o najwyższe cele, lecz Brad Stevens kolejny raz zaprezentował swój trenerski geniusz. Z takim wodzem na ławce Boston może być tylko lepszy, a jeśli przy kontuzjach dwóch największych gwiazd zabrakło im zaledwie jednej wygranej do zameldowania się w wielkim finale, to w tym sezonie cel jest oczywisty. To właśnie Celtics wskazywani są na główne zagrożenie dla dynastii z Oakland. Kurs na wygranie NBA Finals przez Boston wynosi 8,00.

76ers wrócili do Playoffów i definitywnie przeszli do kolejnej fazy swojego „Procesu”. Głównym zagrożeniem jest zdrowie ich młodych liderów, bo zarówno Ben Simmons, jak i przede wszystkim Joel Embiid mają za sobą długą historię urazów. Tego lata obaj nie mieli jednak problemów ze zdrowiem, a dla urodzonego w Kamerunie to pierwsze lato od momentu wydraftowania, podczas którego mógł skoncentrować się wyłącznie na treningach, a nie rehabilitacji. Mimo miejsca na maksymalny kontrakt latem do Filadelfii nie udało się sprowadzić jednej z gwiazd na zasadzie wolnej agentury, a Brett Brown uznał, że nie warto ruszać wartościowych assetów na Kawhia Leonarda. Najważniejszym pytaniem jest rzut zeszłorocznego numeru jeden draftu, lecz w preseason Markelle Fultz nadal unikał prób z dystansu.

Oba zespoły niedawno mierzyły się ze sobą w Playoffach, a Boston w całej serii okazał się wyraźnie lepszy. Wynik 4-1 jest bardzo wymowny. Biorąc pod uwagę ówczesną absencję dwójki Irving – Hayward oraz miejsce rozegrania meczu to Celtics są faworytem tego pojedynku. Kurs na wygraną Bostonu w TD Garden wynosi 1,55. Dodatkowym atutem gospodarzy są także problemy zdrowotne przyjezdnych. Na pewno nie wystąpi tegoroczny nabytek z draftu, Zhaire Smith. Dodatkowo na parkiecie prawdopodobnie nie zobaczymy także Wilsona Chandlera, a według oficjalnych raportów decyzja o grze Dario Saricia oraz Bena Simmonsa zostanie podjęta tuż przed rozpoczęciem spotkania. Z tej dwójki Brett Brown nie będzie chciał zrezygnować.

To dopiero początek zmagań, lecz rywalizacja Bostonu z Filadelfią na pewno będzie jedną z głównych narracji tego sezonu, przynajmniej we wschodniej połówce ligi. Goście przyjeżdżają żądni rewanżu za porażkę w Playoffach, a gospodarze liczą na jeszcze lepszy sezon i postawienie się Warriors. W końcu ich młodzież powinna być tylko lepsza, a powrót do gry Irvinga oraz Haywarda powinien być zastrzykiem dodatkowej energii, oraz tzw. star power. Nie można zapominać także o ławce trenerskiej, Brad Stevens jako 41-latek należy do ligowej elity, a z każdym sezonem robi kolejne postępy w zarządzaniu drużyną.

Dwie i pół godziny później w Oakland zostaną przyznane mistrzowskie pierścienie dla Stephena Curry’ego, Kevina Duranta, Klaya Thompsona, Draymonda Greena i reszty podopiecznych Steve’a Kerra. Na wszystko patrzył będzie Russell Westbrook i to już zwiastuje wiele emocji. Sam występ lidera Thunder jest jednak wątpliwy, choć przy jego sportowych ambicjach oraz chęci rywalizacji z Durantem niczego wykluczyć nie można.

Czysto sportowo faworyt jest tu jednak oczywisty, ale niczego wykluczyć nie można. Sam Presti zadbał o odpowiedni atletyzm i stworzył zespół, który powinien stworzyć jedną z najlepszych defensyw w całej lidze. Dużym problemem jest przedłużająca się rehabilitacja Andre Robersona, lecz wokół Adamsa, George’a czy Granta można stworzyć znakomicie działającą maszynkę po tej bronionej stronie parkietu.

Nie można wykluczyć także pewnego rozkojarzenia gospodarzy po ceremonii przyznania medali. Dwa ostatnie sezony rozpoczynali jako mistrzowie, lecz wówczas mecze inauguracyjne w Oracle Arena wygrywały zespoły z Teksasu, kolejno Spurs oraz Rockets. Thunder na pewno nie są bez szans, a kurs 8,75 na ich wygraną na pewno może zachęcić do tego osoby poszukujące niespodzianek.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *