NBA z Totolotkiem

Najlepsza koszykarska liga świata wystartowała już na dobre. Każdy z zespołów zagrał już przynajmniej po razie, a przed nami pierwszy weekend z koszykówką spod znaku NBA. W nocy z piątku na sobotę do obejrzenia dziewięć spotkań, a trzy z nich można określić mianem hitowych rywalizacji.

Zaczniemy mało chronologicznie, bo od pojedynku, który rozpocznie się o 4:30 czasu polskiego. W Vivint Smart Home Arena gospodarze podejmą aktualnych mistrzów ligi. Zespół z Oakland rozpoczął od wygranej z Oklahomą i przerwał serię porażek na inaugurację rozgrywek. Warriors nie wyglądali jednak najlepiej i na pewno można oczekiwać od nich więcej. W końcu prawie do końca męczyli się z Oklahomą, która musiała radzić sobie bez Andre Robersona i przede wszystkim Russella Westbrooka. Podopiecznym Steve’a Kerra tego dnia zdecydowanie nie pomagała ich popisowa broń, a więc rzut z dystansu. 26,9% skuteczności w próbach za trzy punkty i łącznie zaledwie siedem celnych tego typu rzutów, w tym pięć oddanych przez Curry’ego.

O poprawę tej statystki nie będzie łatwo, ponieważ Jazz to zespół specjalizujący się właśnie w defensywie. To dzięki pracy po bronionej części parkietu Utah uznawane jest za jednego z faworytów do wywalczenia sobie przewagi parkietu w najbliższych Playoffach. Quin Snyder fantastycznie opracował ograniczanie dalekich rzutów przez przeciwników. Jazz wymuszają na rywalach te najmniej analityczne rzuty w NBA, a więc próby z półdystansu. W poprzednim sezonie rywale oddawali zaledwie 26 prób za trzy punkty przeciwko Jazz, to trzeci najlepszy wynik w całej lidze. W dodatku o punkty w pomalowanym również nie było łatwo, bo na przeciwników zawsze czekał broniący obręczy Rudy Gobert.

Francuz został wybrany najlepszym obrońcą poprzedniego sezonu, a Jazz osiągnęli najlepszy wskaźnik defensywny w całej lidze. Elitarny system obrony stworzony w Salt Lake City sprawiał mnóstwo problemów także Warriors. Trzy ostatnie bezpośrednie mecze to wygrane podopiecznych Snydera. Nie były to zwycięstwa przypadkowe, bo Jazz okazywali się lepsi od Warriors o średnio 30 punktów. To na pewno zostało w głowach Curry’ego, Thompsona, Greena czy Duranta i to nie będzie łatwy mecz dla Mistrzów NBA.

Kurs na wygraną gospodarzy i podtrzymanie udanej serii przeciwko Golden State Warriors wynosi 2,35.

W poprzednim wpisie zapowiadającym między innymi mecz Bostonu z 76ers mogliście przeczytać o bezkrólewiu w Konferencji Wschodniej. Brad Stevens i jego zespół zamierzają zastąpić LeBrona Jamesa na tronie, a inauguracyjna wygrana z Filadelfią zrobiła wrażenie. Nie przeszkodziła nawet naprawdę słaba gra Kyriego Irvinga, bo Boston dysponuje jednym z najszerszych składów w całej lidze. Znakomicie w sezon wszedł Jason Tatum, a wsparcie otrzymane od Horforda, Roziera czy Morrisa było bezcenne.

Najbliższa noc to kolejny sprawdzian Celtics w rywalizacji z innym zespołem mogącym celować w wygranie Wschodu. Raptors nie mierzyli się z tak wymagającym przeciwnikiem, lecz pewnie pokonali Cleveland. Niezwykle gorący okazał się Kyle Lowry, który poprowadził kanadyjską drużynę do wygranej. Kawhi Leonard na dobre uporał się z problemami zdrowotnymi i z każdym kolejnym występem powinien wyglądać lepiej. Oba zespoły łączy fakt, że ich szkoleniowcy mogą pozwolić sobie na wiele eksperymentów z rotacją, bo do grania dostępnych jest wielu wartościowych koszykarzy.

Pojedynek Tatuma z Leonardem oraz rywalizacja między Lowrym i Irvingiem zapowiada wiele koszykarskich emocji na najwyższym poziomie. To także duży test dla Nicka Nurse’a, nowego szkoleniowca Toronto. W końcu przyjdzie zmierzyć mu się z jednym z najlepszych trenerów w NBA, a dla debiutującego w roli pierwszego trenera 51-latka to duże wyzwanie. Stevens znany jest z kapitalnie rozpisywanych akcji po przerwach na żądanie i znakomitej kontroli rotacji. Nurse dopiero uczy się tego na poziomie NBA i na pewno kilka razy przyjdzie mu jeszcze zapłacić frycowe.

Według większości zapowiedzi sezonu to między 76ers, Celtics oraz Raptors ma rozegrać się walka o wygranie Konferencji Wschodniej w sezonie regularnym. Boston mimo wysokiej wygranej z Filadelfią nie jest dziś jednak faworytem, a kurs na zwycięstwo przyjezdnych wynosi 2,35.

O przewagę własnego parkietu w Playoffach powalczyć powinni także koszykarze z Milwaukee oraz Indiany. To właśnie te dwa zespoły spotkają się w nocy w Fiserv Forum, nowej hali popularnych „Kozłów”. Rozpoczęcie gry w nowym obiekcie to zawsze ważny moment dla całej organizacji, zawodników oraz oczywiście fanów.

Na tych ostatnich na pewno narzekać nie będzie można, bo publiczność z Wisconsin znana jest jako jedna z najgłośniejszych w lidze. Kibice Bucks chcą przychodzić na mecze swoich ulubieńców i podziwiać popisy Giannisa Antetokounmpo, a klub sprzedał przed sezonem dziesięć tysięcy karnetów, co jest oczywiście nowym rekordem zespołu.

Ze sportowego punktu widzenia największą zmianą jest jednak oczywiście zatrudnienie Mike’a Budenholzera. 49-letni szkoleniowiec to znakomity fachowiec, który swoje umiejętności potwierdził w Atlancie. Z Hawks zanotował nawet sezon z 60 zwycięstwami w lidze i jako jeden z nielicznych trenerów w NBA może pochwalić się takim wpisem w CV. Budenholzer przeszedł w końcu jedną z najlepszych szkół w lidze, bo przez lata współpracował w San Antonio Spurs pod okiem Gregga Popovicha.

Przyjście nowego trenera momentalnie zmieniło sposób gry Bucks. Drużyna z Milwaukee zaczęła wreszcie grać nowoczesną koszykówkę i znacznie zwiększyła ilość oddawanych rzutów za trzy punkty. Było to widać zarówno w preseason, jak i w pierwszym meczu tego sezonu. Bucks już w pierwszej kwarcie rywalizacji z Hornets zrobili się gorący na dystansie. Dodatkowo zespół oddaje o wiele mniej prób z półdystansu, a sama gra w ataku pozycyjnym wreszcie wygląda sensownie. To dopiero początek pracy Coacha Buda z tymi zawodnikami i wiele elementów zostanie na pewno jeszcze poprawionych, ale z takim trenerem Giannis i partnerzy powinni zrobić ten kolejny krok i na stałe dołączyć do czołówki Wschodu.

Na zmianie systemu ofensywnego najwięcej zyskać powinien właśnie gwiazdor z Grecji. Dzięki zapewnieniu odpowiedniego spacingu Giannis ma więcej miejsca podczas wejść w pomalowane. Rywale schodzący do pomocy i próbujący zatrzymać jednego z głównych kandydatów do wygrania statuetki dla najbardziej wartościowego gracza ligi również muszą robić to z większą ostrożnością. Przeciwko Charlotte Antetokounmpo zaliczył sporo łatwych asyst dzięki kickoutom na obwód.

Indiana zakończyła poprzednie rozgrywki jako jedna z rewelacji NBA. Po oddaniu Paula George’a miała czekać ich przebudowa, ale wielki sezon w roli lidera rozegrał Victor Oladipo. Numer dwa draftu z 2013 roku wreszcie zagrał na miarę swego ogromnego potencjału i błyskawicznie wskoczył do grupy największych gwiazd NBA. Lider Pacers imponował grą po obu stronach parkietu, a gdyby nie geniusz LeBrona Jamesa przygoda w Playoffach mogłaby trwać znacznie dłużej.

Zespół prowadzony przez Nate’a McMillana posiada spory upside i to na pewno jedna z drużyn, po której można spodziewać się dalszego rozwoju. W końcu Oladipo to dopiero 26-letni koszykarz, a Myles Turner jest jeszcze młodszy. 22-latek podpisał właśnie przedłużenie umowy na kolejne lata i może spokojnie skoncentrować się nad dalszym rozwojem koszykarskich umiejętności. Dysponuje dużym potencjałem, a jego indywidualna gra rok temu była minimalnym rozczarowaniem, bo po prostu stanął w miejscu. Pewien wpływ miały na to jednak problemy zdrowotne. Ten offseason został ciężko przepracowany przez Turnera i to ma być jego breakout year.

Ze względu na debiut w nowym obiekcie gospodarzom na pewno nie zabraknie motywacji. Kurs na Bucks wynosi 1,70.

W pozostałych spotkaniach z pewnością nie zabraknie emocji, w końcu to najlepsza koszykarska liga na świecie. Pełną ofertę zakładów możecie obejrzeć tutaj.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *