Paryskie tango Barcelony

Europejscy giganci na dobre wybudzają się z zimowego snu i wracają tam, gdzie ich miejsce. Do Ligi Mistrzów. Czas na hit 1/8 finału i pierwsze starcie PSG z Barceloną.

Dwa lata temu los połączył te drużyny jeden szczebel wyżej. Wówczas Duma Katalonii kontynuowała imponujący marsz po piąty Puchar Europy i ćwierćfinałowy dwumecz wygrała 5:1. O ile mistrzowie Hiszpanii od tamtego czasu wiele się nie zmienili i po nich możemy spodziewać się bardzo wysokiego poziomu, o tyle paryżanie przeszli istną metamorfozę, która na dobre im nie wyszła. Pozbawieni Zlatana Ibrahimowicia i Laurenta Blanca z ligowego hegemona stali się ekipą zmuszoną ciułać punkty na praktycznie każdym francuskim boisku, a na domiar złego dalej nie pokazali się w Europie. W grupie zdobyli co prawda 12 punktów, lecz dwukrotnie nie potrafili pokonać Arsenalu, by na koniec zanotować zawstydzający remis 2:2 z Łudogorcem. Tego typu starcia warto oglądać też pod kątem strzeleckich popisów. W obecnej Champions League najskuteczniejszy jest Leo Messi, który ma 10 bramek. O cztery gorszy od niego jest Edinson Cavani. Luis Suarez dorobku bramkowego nie ma
równie okazałego, lecz fantastycznie wspomina poprzedni pobyt w Paryżu. Wówczas zasłynął genialnymi bramkami, przy których dwukrotnie zatańczył z Davidem Luizem i Brazylijczyka ośmieszył. Na szczęście dla paryskich kibiców Luiza już w klubie nie ma, a na nieszczęście – Suarez w Barcy pozostał. O wiele gorzej od Urugwajczyka miewa się Grzegorz Krychowiak, który został przez Unaia Emery’ego zesłany do klubowych rezerw i Barcelonę obejrzy zapewne z trybun.
Podobnych problemów nie powinien mieć Łukasz Piszczek, Polaka czeka mecz z Benficą. Na Estadio da Luz nie zabraknie tego, za co najbardziej kochamy futbol. Borussia Dortmund zdobyła najwięcej bramek w fazie grupowej Ligi Mistrzów (21), Benfica z 44 golami jest najbardziej rozstrzelaną drużyną ligi portugalskiej. Meczom środowym i strzeleckim nadziejom Roberta Lewandowskiego z Arsenalem oraz Arkadiusza Milika z Realem Madryt poświęcimy kolejne wydanie „Tygodnika”.

Michał Błażewicz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *