Najlepiej, gdyby mistrzem została Legia.

Allan Clarke (Eng) is beaten to the ball by Goalkeeper, Jan Tomaszewski.   England v Poland.World Cup Qualifier @ Wembley 17/10/1973.   Credit : Colorsport

Z legendarnym polskim bramkarzem rozmawia dziennikarz „Przeglądu Sportowego” Jakub Radomski

JAKUB RADOMSKI: Kto zostanie w tym sezonie piłkarskim mistrzem Polski?
JAN TOMASZEWSKI: Trudno mi wyobrazić sobie na pierwszym miejscu kogoś innego niż Legię.

Michałowi Probierzowi nie, mimo że jest trenerem Jagiellonii Białystok. Niedawno na łamach „Przeglądu Sportowego” powiedział, że jego zdaniem po tytuł sięgnie Lechia Gdańsk.

Michał wie wiele o futbolu, zna tę ligę lepiej ode mnie i na pewno jego opinia była przemyślana. W Lechii działacze próbują zbudować mocny zespół i on staje się coraz silniejszy, ale to jeszcze nie ta półka. Poza tym gdański zespół nie jest gotowy logistycznie na reprezentowanie Polski w pucharach. Zdobędzie tytuł, w eliminacjach Ligi Mistrzów odpadnie z teoretycznie słabszym rywalem i polska piłka klubowa nie pójdzie przez to do przodu.

Kto jest w takim razie gotowy na reprezentowanie Polski?

Legia. Udowodniła to w tym sezonie w Lidze Mistrzów. Znalazła się w wyjątkowo trudnej grupie, a mimo to potrafiła zdobyć w niej cztery punkty.

Tylko Legia?

Może jeszcze pół Lecha. Ale tylko pół.

Przed Legią teraz bój o obronę mistrzostwa Polski, ale też dwumecz z Ajaksem Amsterdam w 1/16 finału Ligi Europy. Mateusz Borek kilka tygodni temu napisał w swoim felietonie, że Legia jest dla niego faworytem tej rywalizacji. Przesadził?

Gdyby z Legii nie odeszli Nemanja Nikolić, Aleksandar Prijović i Bartosz Bereszyński, zgodziłbym się z nim. A tak uważam, że Ajax ma minimalnie większe szanse. Z prostej przyczyny. Oni nie stracili w tym czasie tak ważnych piłkarzy, poza tym zespół z Holandii w styczniu cały czas grał mecze o stawkę, czego nie można powiedzieć o Legii. Śmiać mi się chce, jak ktoś mówi, że sparing na zgrupowaniu to namiastka ligi czy nawet pucharu kraju. Legia wróciła z Hiszpanii i przed Ajaksem zagra tylko jeden poważny mecz – ligowy z Arką w Gdyni.

Z Legii odeszli ważni zawodnicy, ale z drugiej strony szybko ich zastąpiono. Wydaje się też, że dawno w naszej lidze do jednego klubu nie trafiali gracze z takim CV. To nie świadczy o tym, że Legia jest coraz mocniejsza?

Może i będzie coraz lepsza. Pewnie nikt w lidze nie będzie w stanie z nią rywalizować na dłuższą metę o tytuł, ale mecz z Ajaksem jest już niebawem. Artur Jędrzejczyk to klasa sama w sobie, Czecha Necida widziałem kilka razy w barwach reprezentacji i to piłkarz o niezłych umiejętnościach. Ale oni potrzebują czasu.

Wiem, że nie jest pan zwolennikiem systemu ESA 37, w ramach którego po rundzie zasadniczej dzieli się punkty, a później mamy dwie ośmiozespołowe grupy. Jednak ten system zostanie na dwa kolejne sezony.

Krytykowałem go od samego początku. Uważam, że dzielenie punktów to głupota. Jaki ma sens, że najpierw grasz o półtora punktu, a później o trzy? Punktów bym nie dzielił, a później w tych dwóch grupach kazał każdej drużynie grać z każdą po dwa spotkania.

To by oznaczało dla każdego 44 mecze ligowe w sezonie. A do tego doszłyby jeszcze inne rozgrywki.

To tak dużo?! Proszę pana, taka Barcelona rozgrywa w sezonie nawet 80 spotkań i piłkarze jakoś nie padają jak muchy. A u nas teraz, jeżeli ktoś sobie odpadnie od razu z Pucharu Polski, a nie reprezentuje nas w pucharach, gra 38 spotkań. To taki wysiłek? Jeżeli władze ekstraklasy uważają, że 44 mecze byłyby katorgą, to może niech ten swój aktualny system rozłożą na dwa lata.

Pan żartuje.

Oczywiście, że tak. W tej chwili mamy sytuację, że w grupach jeden zespół gra cztery mecze u siebie, a drugi tylko trzy. To ma być postęp? Litości. Trwając w układzie, który jest, nie podniesiemy poziomu rozgrywek i dalej będę powtarzał, że na poziomie europejskim mamy półtora drużyny.

Jest pan zwolennikiem jak najszybszego wprowadzenia w Polsce powtórek wideo?

Tak. Wiem, że prezes Zbigniew Boniek ma w tej kwestii inne zdanie. Znam też argumenty przeciwników wideo. Uważają np., że błędy arbitrów to sól futbolu. To proszę bardzo, niech ci panowie powiedzą to Anglikom, którzy podczas mundialu w RPA przegrywali 1:2 z Niemcami i strzelili prawidłowego gola, ale sędzia był jedynym człowiekiem na stadionie, który nie widział, że piłka przekroczyła linię bramkową. Współczesna piłka to nie jest zabawa, jak zdają się niektórzy myśleć, tylko wielki przemysł. Przez jedną porażkę, która może wynikać z błędu sędziego, możesz stracić wielkie pieniądze. Powtórki wideo są niezbędne, bo one te błędy będą ograniczały.

Nie boi się pan, że te wszystkie konsultacje trwałyby w nieskończoność?

Niech pan nie żartuje. A co mamy dzisiaj, gdy jakaś drużyna dostaje rzut karny? Zawodnicy podbiegają do sędziego, wykłócają się, trwa to nawet do dwóch minut. A tak mielibyśmy szybką analizę na wideo i decyzja byłaby jednoznaczna. Siatkówka poszła w tę stronę, tenis też. Zresztą ja w piłce nożnej zrobiłbym jeszcze jedną ważną zmianę.

Jaką?

Wprowadziłbym drugiego sędziego głównego. Mecze dzisiaj są tak szybkie, że czasami śmieję się, że jak jeden sędzia daje rade nadążyć za każdą akcją, to on tak naprawdę pomylił role, bo powinien zostać… skrzydłowym.

 

Pozostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*